Trudno jest znaleźć pole, w którym kobiety nie walczą nieustannie, by udowodnić, że są równie dobre jak ich męskie odpowiedniki. Dziś jednak matematyka jest po naszej stronie: pojawił się dowód statystyczny potwierdzający ideę, że kobiety są tak samo dobre w tenisie jak mężczyźni, mimo że od dawna uważani są za bardziej niespójnych graczy w porównaniu. Okazuje się, że zasady gry stawiają szanse na korzyść mężczyzn - ale kiedy nawet pole gry, że tak powiem, wszystko się wyrównuje.

Rekordy kobiet mają tendencję do bycia upstrzonymi wyższymi i niższymi niż mężczyźni, a kariery mogą być zaskakująco krótkotrwałe. Analitycy sportowi, a nawet męskie gwiazdy tenisa, szybko przypisują te różnice w kobiecej grze do głęboko seksistowskich pomysłów. W sporcie nie ma na pewno niedoboru wstydu, hiperseksualizacji i obaw związanych z brakiem tradycyjnego życia w domu (dzięki, dzięki). Zgadza się: możesz być Maria Szarapowa, a facet ze złym wąsem na ESPN nadal będzie ci mówił, że po prostu nie ma sposobu, żeby to wszystko mieć.

Jednak według statystki Stephanie Kovalchik te osądy nie mają matematycznego wsparcia (poza tym, że są po prostu głupie). Kovalchik podkreśla, że ​​w zawodach Grand Slam - Wimbledon, w turniejach Australian, French i US Open - kobiety grają w najlepsze z trzech gier, podczas gdy mężczyźni grają w co-pięciu. Może się to wydawać drobną różnicą, ale okazuje się, że te dwa dodatkowe mecze mają ogromne konsekwencje.

Artykuł z 2012 roku w Boston Review porównuje mecz najlepszego z pięciu do "powieści", podczas gdy najlepszy z trzech to po prostu "krótka historia". Oba mają potencjał, aby być interesującym, ale jeden jest wyraźnie bardziej przekonujący, podczas gdy drugi pozostawia pragnienie więcej. Więcej meczów w dłuższym okresie czasu dałoby bardziej spójny i reprezentacyjny rekord, co jest dokładnie tym, czego brakuje kobiecej grze.

Kovalchik mówi, że gdyby zarówno kobiety, jak i mężczyźni grali w najlepsze z pięciu gier, domniemana luka umiejętności zmniejszyłaby się wykładniczo. "Gracz, który wygra 60 procent swoich pojedynczych setów, wygrywa średnio 64 procent swoich najlepszych z trzech meczy i 68 procent swoich najlepszych meczy", oblicza Kovalchik. Zapamiętaj swoją jednostkę prawdopodobieństwa z matematyki w szkole średniej? To trochę tak - z wyjątkiem czerwonych i niebieskich kulek, które wyciągasz z torby, są w rzeczywistości spuścizną zapomnianych sportowców.

Perspektywa wyrównywania długości męskiej i damskiej gry nie jest nowa. Stacey Allaster, prezes i dyrektor generalny Stowarzyszenia Kobiet Tenisowych, wielokrotnie wzywała organizatorów Grand Slam do zwiększenia liczby meczów kobiet z trzech do pięciu.

Nawet jeśli nie znacie jakiegoś dania z lobów, z pewnością wszyscy możemy się zgodzić, że zmiana jest w porządku. Poza tym, że jest ona symbolem równości w grze, matematyka ujawnia, że ​​kobiety są pozbawione dosłownego pola gry. W końcu, ograniczenie best-of-three jest zakorzenione w regule z 1902 r. Stwierdzającej, że pięć gier byłoby po prostu zbyt uciążliwe dla kobiet. Uciążliwy, co? Może gdyby zobaczyli sesję Sereny Williams w New York Magazine, poczuliby się trochę inaczej.