Według kontrowersyjnej nowej książki, dysleksja jest szeroką i "bez znaczenia" etykietą, która po prostu nie istnieje, tak jak jest obecnie rozumiana. Autor: Julian Elliott i dr Elena Grigorenko, odpowiednio z Durham i Uniwersytetu Yale, nowa książka Debata o dysleksji zmusza do odrzucenia terminu "dysleksja", z powodu swojej niejasności i szerokiego zakresu. Twierdzi również, że dzieci są zbyt często oznaczone jako dyslektyki, gdy wykazują szeroki zakres różnych trudności z czytaniem, a mnogość wyników testów diagnostycznych, które są następnie wydawane dzieciom, jest marnotrawstwem zasobów.

Zrozumiałe jest, że nowa książka poruszyła nerwy wielu osób, które pracują z dziećmi zajmującymi się zaburzeniami uczenia się i opiekują się nimi. Około 17 procent amerykańskiej populacji zdiagnozowano dysleksję i wielu ludzi uznało za frustrujące to, że dwóch naukowców mogło przedstawić taką opinię "wszystko albo nic" pod warunkiem, że wiele osób będzie walczyło z ogromną walką i wyzwaniami.

Elliot i Grigorenko twierdzą, że nie wątpią w walkę, jaką niektóre dzieci mają z analfabetyzmem. Ale diagnoza dysleksji jest zbyt nieprecyzyjna, mówią, ponieważ osoby cierpiące na chorobę wykazują zupełnie inne objawy i reagują na różne rodzaje leczenia. Walka z piśmiennością powinna być rozpatrywana indywidualnie dla każdego przypadku, piszą, a nie mają postawioną diagnozę parasolową.

Według Elliota, jego motywem jest wycofanie terminu "dysleksja" na rzecz bardziej szczegółowych ocen dotyczących umiejętności czytania i pisania. Powiedział The Independent:

Kierownik akcji charytatywnej Dyslexia, John Rack, odpowiedział wprost i lapidarnie: "Istnieje wiele dowodów na to, że dysleksja istnieje w całym spektrum, a argument, że nie ma spójnych sposobów jej identyfikacji, jest cytowany przez osoby, które nie są w stanie go zidentyfikować. wystarczająco dużo wiedzy na ten temat. "